Dlaczego MAMA to idealny copywriter?

Nie ma to jak pisać o sobie w superlatywach. Nie ma to jak skromność i dobre mniemanie o samym sobie. Zupełnie anty do tej naszej polskości. I tak niech zostanie. Tak pod prąd, ale prawdziwie, bo teraz parę ważnych słów o mamie – jako idealnym kandydacie na zdalnego copywritera.

„Odmamowienie” choć na chwilę

Zacznijmy od tego, że ogólnie MAMA to zuch pracownik.

Taki ideał, który sobie poradzi ze wszystkim i w każdym czasie. Nie będzie łatwo, ale coś wymyśli. Bo musi.

I nie chodzi tu o przymus pracy w ogóle, tylko o chęć robienia czegoś więcej niż bycia tylko mamą. A chęć ta jest ogromna. Tak wielka, że daje power do bycia super-pracownikiem. Tylko pod jednym warunkiem. Elastyczności w realizacji obowiązków zawodowych, i „domowych” (obok prania i gotowania, nie zapominajmy o dzieciach i partnerze ).

Myśli, myśli ulotne

Bo copywriter to pracownik umysłowy i artysta w jednym. I tu bez weny twórczej ani rusz do przodu.

A kiedy najlepiej złapać świeżą myśl, jak nie podczas wieszania prania, odkurzania podłóg, czy wyjścia po dziecko do przedszkola.

I piszę to całkiem poważnie. Testuje codziennie na sobie i… Kiedy ślęczę godzinami non-stoper przed ekranem swojego Samsunga, to nic. Ciemność. Czarna dziura. Czasami trzeba wstać i porobić coś mniej kreatywnego, „odchamić” umysł i dać mu pole do popisu po krótkiej przerwie.

Zatrzymać czas

Mama ma bardzo, ale to bardzo ograniczony i nienormowany czas na pracę. I to bardzo dobrze!

Bo liczy się efekt niż bezsensowne, usilne składanie słów w zdania. A mamy na ten efekt są naturalnie i instynktownie nastawione.

Choć są i mamy, które tak skutecznie kombinują, że potrafią działać codziennie w stałych godzin np. przedpołudniowych, bo mają pracę zdalną wirtualnej asystentki, która musi być w danym czasie dyspozycyjna, nawet jak się wali i pali. Podziwiam i za determinację i zazdroszczę za te zastępy opiekunów do chorego dziecka, co jest nie lada wyzwaniem i dla mamy, i dla dziecka i dla osób trzecich.

U mnie działa to w pojedynkę tzn. ja + chore dziecko = wolne od pracy, a pisanie odrobię późnym wieczorem, albo w innych pozaetatowych ramach, w których zwykle się poruszam. No i dziecko nie choruje wiecznie, 2 dni kryzysu i wszystko wraca powoli do „normy” ;).

Ale jak się człowiek uprze to nie ma mocnych! I z chorym dzieckiem u boku napisze arcy-dzieło.

Na długo i na głębokie wody

Przynajmniej ja tak mam, że wolę pisać dla 3 sprawdzonych i zaufanych klientów niż rozmieniać się na drobne. Bo gdy przyjdzie czas rozliczeń z US, będę nerwowo szukać PIT-ów i zleceń z przeszłości, w mojej przepracowanej pamięci.

Ale też są inne powody, dla których warto zaangażować się w pełni, w kilka, a nie kilkanaście projektów rocznie:
– Bo znasz klienta i jego wymagania, a on zna Twój styl, więc zaoszczędzony w ten sposób czas można przeznaczyć na fajne, wartościowe teksty, a nie na docieranie się, co może trwać i trwać.
– Bo sama wymagasz od siebie lepszej jakości, żeby utrzymać współpracę. Tylko na plus, dla Ciebie – bo się rozwijasz, a dla drugiej strony – bo ma coraz lepsze treści.
– Bo może wspólnie wymyślicie jeszcze coś nowego, coś z efektem Wow!, a Ty zaryzykujesz „skok na głęboką wodę”, bo warto.

Oczywiście wszystko ma swój czas i kiedy poczujesz, że Twój artystyczny zapał się wypala i współpraca nieco kuleje, albo za rogiem czeka coś finansowo ciekawszego. Bez obaw, masz prawo wybrać swoją dalszą ścieżkę, którą chcesz podążać.

A i nie ma co ukrywać, jak w przypadku rozmów o pracę na etacie, że jesteś MAMĄ. To bardzo dobrze dla Zleceniodawcy i powinien doceniać współpracę z tak ogarniętą, wielozadaniową i wielowątkową osobą jaką jesteś Ty.

A jak będziesz szukać argumentów, dlaczego Ty jako MAMA jesteś idealnym copywriterem, masz gotowca powyżej, bierz śmiało!

Bo jak nie my, MAMY – możemy, musimy, powinniśmy zmieniać rynek pracy na zdalny, zaufany i przyjazny nam kobietom. A jednocześnie dawać przykład naszym „małym szczęściom”, że jak się chce to się potrafi!